25 września 2011

"Początek końca" by Lonney - recenzja


Recenzja opowiadania autorstwa Lonney pt. 'Początek końca'


'Początek końca' bez wątpienia wpisuje się w popularny ostatnio nurt opowiadań o wampirach. Na szczęście mamy tutaj do czynienia z pewnym powiewem świeżości w przedstawieniu krwiopijców i ich świata. Czytając tę historię, nie uświadczymy odświeżanego często motywu nastoletniej śmiertelniczki zakochanej w złym wampirze, który dla niej zmienia się w łagodną niczym owieczka istotę.

Opowiadanie Lonney stanowi pierwszą część trylogii 'Klątwa wieczności'. Akcja opowieści toczy się w czasach współczesnych, w Stanach Zjednoczonych. Główną bohaterką jest wampirzyca Tiffany Vasile, urodzona pod koniec siedemnastego wieku córka rumuńskiego władcy. Pozostająca pod postacią siedemnastolatki dziewczyna po dość traumatycznych przeżyciach opuszcza Instytut oraz swoich pobratymców, by osiedlić się wśród ludzi. W rozdziale pierwszym poznajemy ją jako wyalienowaną uczennicę liceum, posiadającą jedynie dwójkę przyjaciół: człowieka i czarownicę Megan. Wydaje się, że Świat Ciemności zapomniał o swej dawnej mieszkance, jednak w najmniej oczekiwanym momencie w egzystencję Tiffany wkracza stara przyjaciółka, która stała się wrogiem - wampirzyca Rachel oraz dampir Ryan, syn władcy wampirów, przynosząc wieści o zbliżającym się końcu świata. Według przepowiedni jedynie Tiffany, Megan, Ryan i Rachel mogą zapobiec katastrofie. Ale czy możliwa jest ich udana współpraca?


Rzeczą, która wyróżnia 'Początek końca' spośród innych opowiadań jest bez wątpienia przyciągająca wzrok okładka i trailer, pozwalający wczuć się czytelnikowi w atmosferę opowieści. Strona wizualna również jest w porządku. Czcionka nie męczy oczu, a tekst jest przejrzysty.

Pierwsze zdania prologu sugerują, że będziemy mieć do czynienia z interesującą pozycją. Jednak wrażenie to ulega lekkiej zmianie w trakcie lektury rozdziału pierwszego. Nie jestem pewna z czego to wynika, ale na niekorzyść przemawia prawdopodobnie fakt, iż po intrygującym początku spodziewałam się jakiejś zaskakującej kontynuacji, natomiast trafiłam na opis zwyczajnego życia toczącego się w liceum. Jednak w kolejnych rozdziałach akcja systematycznie nabiera tempa.

W utworze mamy do czynienia z narracją trzecioosobową, co daje autorce ogromne pole do popisu. Odniosłam jednak wrażenie, że te możliwości nie zostały do końca wykorzystane.

Podobała mi się długość rozdziałów. Nie były ani zbyt długie ani zbyt krótkie. Jednak wydawało mi się, że w pewnych momentach podział opowiadania na rozdziały nabierał nieco sztuczności. Rozdział powinien kończyć się w takim momencie, żeby czytelnik nie mógł przestać się zastanawiać co będzie dalej, tutaj mi tego trochę zabrakło. Oprócz tego praktycznie każdy rozdział rozpoczynał się w momencie, w którym kończył się poprzedni. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby rozgraniczanie scen dziejących się w poszczególnych rozdziałach, bo jeśli np. w rozdziale drugim kontynuujemy dialog z pierwszego, podział na części raczej nie ma uzasadnienia.

Kolejną sprawą jest stylistyka tekstu. Całość pisana jest przystępnym, łatwym do zrozumienia językiem. Błędów ortograficznych praktycznie brak, zdarzają się literówki oraz dość liczne błędy interpunkcyjne. Przydałoby się również popracować nad stosowaniem synonimów. Niektóre wyrazy powtarzały się naprawdę często na krótkim odcinku. Część zdań mogłaby być bardziej rozbudowana, zaś część nieistotnych fragmentów pominięta, gdyż pewne partie tekstu przypominają raczej streszczenie (np.: "Zielonooka dotarła do swojego domu. Otworzyła furtkę i poszła podjazdem w stronę domu. Nacisnęła na klamkę, ale drzwi były zamknięte."). Brakowało mi trochę większej ilości opisów otoczenia czy też uczuć. Zdarzają się momenty z błędnym zapisem dialogów, jednak przez większość opowieści jest on poprawny. Kilka razy zdarzyły się fragmenty, w których monolog któregoś z bohaterów był naprawdę długi, lepiej byłoby co jakiś czas dodać wtrącenia narratora opisujące zachowanie mówiącego lub reakcje innych. Mimo wszystko myślę, że powyższe błędy można bez problemu wyeliminować z pomocą dobrej bety lub po kilkukrotnym uważnym przeczytaniu tekstu przez autorkę. Poza tym zauważyłam, że styl poprawiał się z każdym kolejnym rozdziałem i pomimo tych niedoskonałości nie był zły.
Do niewątpliwych zalet zalicza się ciekawe przedstawienie świata ciemności i istot go zamieszkujących. Elfy, ferie, wilkołaki, wampiry to tylko niektóre z ras, o których autorka wspomina w 'Początku końca'. Muszę pochwalić również wprowadzenie istot takich jak Mormolyke i Siwangowie, naprawdę dobry pomysł z tym zmienianiem się w nie z wyboru.

Nie przypadło mi natomiast do gustu to, że większość bohaterów wydawała się trochę 'płaska emocjonalnie', trudno było mi utożsamić się z którymkolwiek z nich. W moim odczuciu ich reakcje bywały nierealistyczne, np. kiedy Tiffany i Megan dowiedziały się, że od nich zależą losy świata, za mało się tym przejęły, wyglądało to tak jakby zbliżająca się apokalipsa była dla nich czymś normalnym. Sama główna bohaterka sprawiała wrażenie niestabilnej, w jednej chwili była mroczna, nie chciała niczyjego towarzystwa, wydawała się zgorzkniała, a w innym fragmencie zachowywała się trochę jak napędzana hormonami nastolatka. Można by przymknąć na to oko, gdyby faktycznie miała kilkanaście lat, ale kilkusetletnia wampirzyca powinna mieć już ukształtowany charakter. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby rozpisanie charakterystyk postaci, wypunktowanie ich głównych cech, żeby ich zachowania po prostu były odpowiednie. W końcu nieśmiały samotnik nie pójdzie z radością na huczną imprezę, a urodzony optymista nie będzie na wszystko narzekał.

Mam też małe zastrzeżenie do końcówki opowiadania. Moim zdaniem wszystko wydarzyło się trochę za szybko, główny przeciwnik nie wydawał się wcale tak straszny i sama walka mogła być opisana jako bardziej trzymająca w napięciu.

Podsumowując: opowiadanie Lonney w skali 1-6 oceniam na 4-, gdyż pomimo moich zastrzeżeń stanowiło ciekawą rozrywkę na popołudnie i wieczór. W recenzji zwróciłam uwagę głównie na błędy, aby autorka mogła nad nimi popracować, gdyż dostrzegam u niej potencjał, który może zaowocować w przyszłości czymś wyjątkowym. Wystarczy jedynie pisać, pisać i pisać, gdyż jak wiadomo praktyka czyni mistrza. Zachęcam więc do dalszej pracy nad nowymi utworami oraz poprawianiem 'Początku końca', bo warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...