20 września 2011

"Przesilenie" rozdział 3.




Rozdział 3. Scott


Scott siedział w ławce obok Jeremy’ego Grownera - dość wysokiego szatyna, uchodzącego za kujona, zastanawiając się nad słowami Nathaniela. Czy mówił prawdę, twierdząc, że chłopak, który właśnie przyjechał do Winchester zagrażał ich bezpieczeństwu? Czy rzeczywiście miał w sobie głęboko zakorzenione zło i bezwzględność?

Brunet nie był w stanie w to uwierzyć, chociaż dopiero poznał Collinsa, mógł z dziewięćdziesięcioprocentową pewnością stwierdzić, że jest godzien zaufania. Zauważył wyzierający z zachowania blondyna smutek i żal, ale nic poza tym. Nie miał pojęcia, co sądzić. Wydało mu się nawet, że Josh jest do niego w pewnym sensie podobny. Jednak słowa Nathaniela zasiały w nim niepokój, choć tamten zjawił się jakby znikąd i znikał w najmniej oczekiwanym momencie, budząc podejrzliwość Scotta, chłopak nie mógł odnaleźć powodu, dla którego miałby go okłamywać.

 Młody Palmer zazwyczaj nie mylił się co do ludzi, choć miał jedynie siedemnaście lat, posiadał niezwykle rozwiniętą intuicję i pewien dar, równie dobrze mogący uchodzić za przekleństwo. Skutecznie utrzymywał go w głębokiej tajemnicy, wiedzieli o nim tylko ci, których poinformował. Od kiedy tylko pamiętał, potrafił manipulować ludzkim umysłami, docierać do skrywanych w podświadomości sekretów, odczytywać myśli wszystkich dokoła. Nie opanował jeszcze tej sztuki do perfekcji, ale był w tym o wiele lepszy niż kilka lat wcześniej. Nie cieszyła go ta umiejętność, często wygodniej nie wiedzieć o pewnych rzeczach, ale z drugiej strony, prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo.
 
Skupił się mocno, po raz kolejny próbując odszukać jeden konkretny umysł, nadal z trudem przychodziło mu rozpoznawanie odpowiednich myśli, choć umiał już oddzielać wypowiedzi ludzi od tego, czego słyszeć nie powinien. Gdy był młodszy miał z tym problemy, kilka razy zdarzyło się, że odpowiedział na niezadane jeszcze pytanie lub zaprzeczył słowom, które wcale nie padły. Rówieśnicy zaczęli dostrzegać jego odmienność, choć nikt się do tego głośno nie przyznał. Wtedy brunet przekonał ojca, że chciałby zmienić otoczenie i tak dotarli do Winchester, gdzie nikt nic o nich nie wiedział.

Pośród natłoku wielu myśli, nie odnalazł należących do tej właściwej osoby, dowiedział się za to, że Jessica Smith bardzo chciałaby się z nim umówić. Uśmiechnął się pod nosem i postanowił, że gdzieś ją wkrótce zaprosi i może przy okazji sam na tym skorzysta.

Spuścił wzrok w zeszyt, udając że pisze, bo dotarło do niego, że nauczyciel hiszpańskiego zwrócił uwagę na jego nieobecne spojrzenie i miał zamiar wyrwać go do odpowiedzi. Uczynił to w porę i uniknął konwersacji w języku, którego nie znosił.

- Scott, co się dzieje? – Jeremy szturchnął go w ramię. – Znowu zabalowałeś i masz kaca? Nawet wyglądasz na ledwie żywego – stwierdził. – Lepiej z tym skończ, bo wątroba ci wysiądzie.

- Co? Nie, nie byłem wczoraj na żadnej imprezie. Po prostu się nad czymś zastanawiam – brunet wyszeptał, patrząc w zeszyt. Westchnął ciężko i odłożył długopis. – Pamiętasz co mówił Nathaniel?

Jeremy spojrzał na niego w oczekiwaniu. W jego brązowych oczach widać było, że się nad czymś głęboko zastanawiał. – Nathaniel wspominał o wielu rzeczach – wydusił z siebie wreszcie.

- Przyjechał ten Collins, widziałem go dzisiaj i nawet z nim rozmawiałem – poinformował Palmer, rozglądając się niespokojnie po klasie.

- I co? 
 
- Sam nie wiem. – Wzruszył ramionami.

- Przecież chyba zajrzałeś w jego umysł? – zapytał Jeremy, poprawiając na nosie okulary. Był jedną z kilku osób, które Palmer wtajemniczył w swój sekret.

Scott nie odpowiedział, odwrócił głowę w stronę okna i uparcie wpatrywał się pustym wzrokiem w szare niebo. Jego przyjaciel zaczął się niecierpliwić. – Scott, czego się dowiedziałeś? – ponaglał.

Brunet spojrzał na niego, zaciskając nerwowo pięści. – Niczego. Nie dałem rady. Próbowałem go rozgryźć przez całą poprzednią lekcję, nawet teraz starałem się odnaleźć jego umysł, ale było tak jakby… - Palmer urwał, po czym spuścił głowę, unikając wzroku towarzysza.

- Co z nim nie tak? – dopytywał Growner, zniżając głos do najcichszego szeptu.

- Po prostu nie dałem rady usłyszeć jego myśli. Jest z nim tak jak z Nathanielem. Nie mam dostępu do ich umysłów – stwierdził Scott, wyraźnie akcentując ostatnie zdanie. Nie czuł się dobrze, wiedząc, że istnieją sprawy, które są dla niego tajemnicą. – Ale wydaje mi się, że Nowy jest w porządku – dodał po dłuższym namyśle, sam desperacko chciał w to wierzyć. Zamilkł na długą chwilę i zaczął kreślić długopisem znaki na ławce.

- Zaginęła następna osoba. – Jeremy zmienił temat.

- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę i jestem wściekły, że nic nie wiemy. A Nathaniel zniknął i nie daje znaku życia, akurat wtedy kiedy jest potrzebny, przepada jak kamień w wodę. Jak sami mamy sobie z tym poradzić? – wycedził przez zęby brunet.

- Nie mam pojęcia, ale robi się naprawdę niebezpiecznie. To już trzecie porwanie, sam chyba dobrze wiesz co to oznacza? – Jeremy zadał pytanie retoryczne, obaj znali na nie odpowiedź.

- Jeszcze dziewięć i się zacznie. Musimy działać, bo inaczej… - Scott zawiesił głos. W tym momencie dzwonek oznajmił koniec lekcji. – Spróbuj się czegoś dowiedzieć – zarządził Palmer, wstając z krzesła. – Ja muszę załatwić kilka spraw.

***

Josh pewnym krokiem wszedł do laboratorium, starał się sprawiać wrażenie odważnego, ale miał ochotę uciec. Wewnętrzna niepewność nie pozwalała mu w spokoju przeżywać pierwszego dnia w nowej szkole. Uczucie dejavu towarzyszyło mu nieustannie. Przy każdym ruchu miał wrażenie, że wykonywał go już wcześniej, budynki wyglądały znajomo, nawet twarze uczniów wydawały mu się dziwnie znane, choć widział ich po raz pierwszy w życiu.

Podszedł do nauczyciela i po wypełnieniu formalności ruszył w kierunku stanowiska, przy którym dostrzegł znajomą postać. Teraz wyraźnie widział jej twarz, pełne różowe usta, lekko zaczerwienione policzki, drobny nos, zielone oczy, opadające na czoło ciemne włosy. Dziewczyna wyjmowała właśnie podręczniki z plecaka i nie zauważyła blondyna, do czasu.

- Cześć. – Podszedł do jej stolika. – Wolne?

Spojrzała na niego, a w jej oczach dostrzegł zaskoczenie, które szybko zostało zastąpione obojętnością. – Skoro nikt tu nie siedzi to najwidoczniej tak – odpowiedziała, odwracając od niego głowę i zajmując swoje własne miejsce.

Josh usiadł na krześle obok niej i wyjął swój zeszyt. Zerknął na towarzyszkę, która ewidentnie unikała jego wzroku. Całą swoją uwagę skupiała na podręczniku do chemii, a właściwie na jednym i tym samym akapicie. Chłopaka trochę zaintrygowało jej zachowanie.

- Jestem Josh. – Postanowił się przedstawić.

- Wiem – odparła, nie odrywając wzroku od książki.

- Chyba też powinnaś się przedstawić – rzucił, przegarniając swoje włosy.

- Nie wszyscy wypełniają swoje powinności. Ty na przykład chyba nie powinieneś przeszkadzać podczas zajęć, a jak widzę wcale się tym nie przejmujesz. – Spojrzała na niego chłodnym wzrokiem, po czym skierowała swoją uwagę na tablicę, przy której jeden z uczniów rozwiązywał właśnie jakieś zadanie.

Collins ściągnął brwi, nie rozumiał o co jej chodziło, przecież nawet go nie znała. Może z natury była niemiła, jednak podświadomie wyczuwał, że to tylko maska, pod którą skrywa się coś innego. Fascynowała go jak nikt wcześniej. Ostatnio nie obchodziło go właściwie nic, żył tylko dlatego, że nie miał odwagi ze sobą skończyć, a wystarczyło jedno spojrzenie na zupełnie nieznajomą dziewczynę, by go tak mocno zainteresowała. Choć nie wiedział o niej nic, czuł wyraźne przyciąganie, które kazało mu z nią porozmawiać. Miał przeczucie, że takie było jego przeznaczenie. W tym przekonaniu utwierdził go tylko fakt, że właściwie spodziewał się jej słów, było tak, jakby ją dobrze znał, jakby to wszystko już się kiedyś działo. Postanowił rozszyfrować tę tajemnicę i odkryć dlaczego ta zwyczajna dziewczyna zajęła jego umysł na tak długo.

- O co ci chodzi? – zapytał, wyrwawszy się ze swych przemyśleń. – Czemu taka jesteś?

Spojrzała na niego ze zdziwieniem. – Ależ o nic. Po prostu taka się już urodziłam – stwierdziła ironicznie. – Widzę, że trudno ci pojąć, że nie wszyscy są tobą zainteresowani – wyszeptała, nawet na niego nie patrząc.

- Co? Nie potrzebuję niczyjego zainteresowania – zaprzeczył trochę zbyt głośno, bo nauczyciel kazał im przestać rozmawiać.

Josh powrócił do zapisywania w zeszycie równań reakcji. Nie potrzebował niczyjego zainteresowania, po prostu wewnętrzny impuls był silniejszy od niego. Poczuł na swoich plecach spojrzenie, odwrócił głowę do tyłu i zauważył, że pewna blondynka intensywnie się w niego wpatruje. Kiedy spostrzegła, że ją nakrył na gapieniu się, uśmiechnęła się szeroko i mrugnęła do niego. Była całkiem ładna, kiedyś na pewno by się nią zainteresował, ale teraz w jego sercu nie było miejsca na żadną dziewczynę. Jedna niezasklepiona rana skutecznie chroniła go przed strzałą Amora. Collins na powrót zajął się zadaniem. Gdy skończył, cicho westchnął.

- Chcesz spędzić w ten sposób kolejne pół roku? Bo wychodzi na to, że będziemy partnerami na chemii – zapytał niby od niechcenia.

- Wszystko mi jedno. I tak mnie nie poderwiesz – odburknęła.

- Co? Wcale nie zamierzałem cię poderwać, nawet mi się nie podobasz – stwierdził naburmuszony.

- Dobra, jestem Cambria. Dasz mi teraz spokój? – wyrzuciła widocznie już rozdrażniona. Zapanowała cisza. Żadne z nich nie miało ochoty dalej mówić. Po kilkunastu minutach odezwał się blondyn.

- O co chodzi z tymi zaginięciami? Kto w takiej małej miejscowości porywa ludzi? Czyżby zjawił się tu jakiś psychopatyczny morderca? – dopytywał Collins.

- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – Dziewczyna spojrzała na niego krzywo.

- Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej. Dzięki za informację – odpowiedział lekko zgryźliwym tonem. – To oświecisz mnie wreszcie? – Przez jego słowa przebijał głód informacji.

- Jakieś dwa tygodnie temu zniknęła pierwsza osoba, uczennica naszej szkoły, w tamtym tygodniu kolejna, a w sobotę trzecia, zadowolony? Policja na razie nic nie ustaliła, więc lepiej nie wychodź z domu, jeśli nie musisz, bo jeszcze jakiś zły pan w kapturze cię złapie – ostrzegła go. 
 
Josh potraktował ostatnie zdanie jako obelgę, skierowaną w swoją stronę. Pomyślał też, że Cambria wie coś więcej, ale już nie drążył tematu, nie miał ochoty na dalsze utarczki słowne.
Pozostała część zajęć minęła szybko, chłopak cały swój wysiłek wkładał w to, by skupiać się jedynie na chemii. Wcześniej ją uwielbiał. Tworzenie zupełnie nowych rzeczy, obserwowanie jak coś może zmienić się w ułamku sekundy było jego pasją, ale teraz pragnął jak najszybciej się stąd wyrwać i zaczerpnąć świeżego powietrza. Wreszcie zadzwonił tak wyczekiwany przez niego dzwonek.
 
Chłopak, zbierając rzeczy ze stolika, przypadkowo trącił dłoń dziewczyny swoją własną. W tej sekundzie zniknęło dla niego wszystko, co było wokół, pozostała tylko ciemność, mroczna, zimna, odpychająca. W jego głowie echem odbił się przeraźliwy krzyk, niosący ze sobą cierpienie i ból wręcz niemożliwy do opisania. Collinsowi zdawało się, że trwał w tej nicości przez wieki. Wtem, zupełnie z zaskoczenia, dotarł do niego dźwięk roześmianych głosów nastolatków, a jasność poraziła go po oczach. Znów znajdował się w pracowni chemicznej, jakby nie minęła nawet chwila. Jednak w jego uszach nadal brzmiał ten krzyk.

Spojrzał na Cambrię, stała naprzeciw niego z szeroko otwartymi oczyma, jej spojrzenie było przesycone smutkiem, znajdowała się w wyraźnym szoku. Po kilku chwilach otrząsnęła się i zerknęła na niego z niedowierzaniem, przez ułamek sekundy wydawało się, że chciała mu coś powiedzieć. Na przemian otwierała i zamykała usta, tylko po to, by wreszcie wycedzić przez zęby. – Nie rób tego nigdy więcej.

Szybko złapała swój plecak i z zawrotną prędkością opuściła klasę, nie dając Joshowi nawet szansy na wyjaśnienia. Chłopak powoli zaczął wkładać swoje rzeczy do torby. W jego głowie panował mętlik, zastanawiał się, czy kiedy jej dotknął poczuła to samo, co on? A może coś jeszcze gorszego, skoro wybiegła z sali jak poparzona. Pewien był tylko jednego, ten krzyk należał do Cambrii i miał nadzieję, że pozostanie on jedynie w sferze jego umysłu.

Złapał swój plecak i wyszedł na korytarz. Ta szkoła była dziwna, jak całe to miasteczko, zresztą. Collins nigdy w swoim życiu w tak krótkim czasie nie odczuwał tyle niepokoju, niepewności i wrażenia, że jest obserwowany. Pomyślał, że może odnaleźć tu wszystko, z wyjątkiem spokoju.

Pozostałe zajęcia minęły bardzo szybko, działo się na nich to, co zazwyczaj. Josh nigdzie nie zauważył Cambrii, choć na każdej przerwie uparcie jej wypatrywał, tylko po to, by upewnić się, że wszystko z nią w porządku.

Gdy Collins opuścił szkołę, spotkał Scotta, który wyglądał na lekko zakłopotanego i szybko wsiadł na swój czarny motor, wymawiając się ważnym spotkaniem. Blondyna zdziwiło zachowanie Palmera, bo wcześniej wydawał się zupełnie inny, przyjacielsko nastawiony, ale postanowił się w tym zbytnio nie zagłębiać. Każdy ma w końcu swoje problemy. 
 
Josh bez problemu odnalazł drogę do domu, trafiając tam po pół godzinie dość szybkiego marszu. 
 
Auto jego matki nie stało jeszcze na podjeździe, co było znakiem, że została na dłużej w pracy. Chłopak wszedł po schodach na ganek i wyciągnął z kieszeni klucz z zamiarem otwarcia drzwi. Jednak gdy przyjrzał się im bliżej, okazało się, że wcale nie były zamknięte.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...