27 września 2011

"Przesilenie" rozdział 5.


Oto ostatni rozdział 'Przesilenia', który trafia na bloga.


Rozdział 5. Cambria



    Widziała to, czuła doskonale całą sobą. Ból, cierpienie, obezwładniającą wręcz rozpacz i coś jeszcze, czego na razie nie potrafiła zidentyfikować. To wszystko skumulowało się razem, tworząc nieprzeniknioną ciemność, nastręczającą obaw i strachu. Dziewczyna zupełnie nie wiedziała, co się dzieje. Jeden dotyk blondyna wprawił ją w stan całkowitego osłupienia. W momencie, gdy skóry ich dłoni weszły z sobą w kontakt, czas dla Cambrii stanął w miejscu. Wizja, a właściwie uczucie, które przypadło jej w udziale było tak plastyczne, że aż niepojęte.

Wyraźnie słyszała krzyk i miała wrażenie, iż źródłem dźwięku było jej własne gardło. Nagle serce nastolatki przeszył ból niemożliwy wręcz do opisania. Przez moment zastanawiała się, czy przed chwilą właśnie nie umarła, ale nie miało to dla niej zbytniego sensu. Zawsze inaczej wyobrażała sobie śmierć. Nie jako jasne światło w tunelu, jednak nie była to też nieprzenikniona ciemność, która teraz docierała do niej zewsząd.

Ta chwila skończyła się równie nagle, co zaczęła. W jednej sekundzie dziewczyna z powrotem stała w pracowni chemicznej, a blondyn spoglądał na nią zagadkowo. 

- Czy czuł to samo, co ja? – przemknęło jej przez myśl. – Nie, to niemożliwe. To wszystko jest takie pokręcone… Co on ze mną zrobił? – pomyślała. Zamierzała coś powiedzieć, otwierała już usta, ale za każdym razem po prostu brakowało jej słów, którymi mogłaby wyrazić swoje wątpliwości.

Miała w głowie kompletny, splątany do granic możliwości mętlik. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydała jej się ucieczka, tak więc odruchowo zebrała wszystkie swoje rzeczy, wycedziła coś przez zęby w kierunku Josha i wybiegła na korytarz, a po chwili opuszczała już budynek szkoły.

Szybkim krokiem pokonała parking, nie przejmując się tym, że jego nawierzchnię pokrywała gruba warstwa lodu, grożąca upadkiem. Wsiadła do swojego granatowego audi, odpaliła silnik, po czym wyjechała poza okazałą bramę liceum w Winchester.

- Dopiero co przyjechał, a ja już muszę robić sobie wagary – wymruczała pod nosem. – Cholera, było w porządku, a on wszystko schrzanił – bełkotała. Poczuła jak po jej policzku spływa łza, jednak natychmiast otarła ją rękawem kurtki. Nie miała zamiaru pozwalać, by zawładnęły nią emocje. Okazywanie słabości nie leżało w jej naturze.

Słabi ludzie byli po prostu...słabi. Cambria została wychowana w przeświadczeniu, że nie należy pokazywać swoich prawdziwych uczuć, przez co stała się nieco zamkniętą w sobie osobą.

Na sekundę przymknęła oczy, starając się uspokoić. Już nie raz przeżywała dziwne sytuacje, w końcu zdolność odczuwania emocji ludzi i widzenia ich aury nie jest czymś zwyczajnym. Jednak teraz było inaczej niż zawsze. 
 
Każdy ma swój charakterystyczny znak rozpoznawczy w postaci pewnej cząstki energii, swoistego promieniowania, niosącego informację o naturze danego człowieka, ale Collins był inny. Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniał, jednak pod otoczką normalności kryło się coś niepojętego, inność, jakiej Cambria jeszcze nie doświadczyła.

Chłopak jednocześnie przerażał i fascynował. Chociaż brunetka starała się ukryć to głęboko pod maską obojętności, jego fizyczność przyciągała ją niczym magnes. Ten jeden fakt przestraszył ją najbardziej, zupełnie obcy chłopak nie powinien na nią tak oddziaływać.  
Uciekła, by ukryć się i wszystko przemyśleć, a przede wszystkim żeby nabrać dystansu i wzmocnić nadszarpniętą konstrukcję swej fasady obojętności.

Te rozmyślania tak pochłonęły dziewczynę, że przez kilka skrzyżowań przemknęła na czerwonym świetle, nawet tego nie zauważając. Gdy po kilkunastu minutach wjechała na swoje podwórze, była już mniej roztrzęsiona i znalazła swoim zdaniem trafne wyjaśnienie tej dziwnej sytuacji - w umyśle Collinsa pojawiło się wspomnienie lub wyobrażenie, a ona to po prostu odebrała. Może było to lekko naciągane, ale nie niemożliwe.

Zanim weszła do domu, wyjęła z kieszeni komórkę, by wystukać na klawiaturze to, co zrodziło się kilka minut wcześniej w jej umyśle. 

'Przyjedź do mnie po szkole.'
  Wysłała wiadomość, wiedząc że tylko wobec jej odbiorcy mogła być szczera.

Weszła do cichego holu, odwiesiła kurtkę na wieszak i zabrała się za przygotowywanie obiadu, zastanawiając się jednocześnie jaką wymówkę przedstawić rodzicom. Normalnie byli dość wyrozumiali, ale do spraw tyczących się szkoły podchodzili raczej rygorystycznie.

Po dwóch godzinach, kiedy obiad był gotów, a rodzice Cambrii wrócili do domu z jej młodszym bratem, dziewczyna udała się do swojego pokoju, tłumacząc, że od rana źle się czuła. Łatwo uwierzyli.

Leżąc nieruchomo na łóżku, starała się całkowicie wyciszyć, ale nie była w stanie stłumić płynących zewsząd uczuć. Zarejestrowała wściekłość nadciągającą z posesji jej sąsiadów, euforię panny Green, podniecenie pana Smitha i inne emocje. Czasami chciała tylko, aby to wszystko zniknęło, by nie musiała już czuć się jak intruz wkraczający w tak intymne sfery życia innych ludzi.

Wreszcie usłyszała ten charakterystyczny warkot harleya, podjeżdżającego przed jej dom. Zerwała się na nogi i podbiegła do dużego okna. Odciągając zasłony, dostrzegła zsiadającego z czarnej maszyny wysokiego bruneta. Wyskoczyła z pokoju i, dopadając schodów, wrzasnęła. - Ja otworzę!

- Ale napalona - dosłyszała dochodzący z kuchni śmiech swojego brata.

- Alex! - zganiła go matka.

Cambria, kręcąc głową, otworzyła drzwi frontowe dokładnie w momencie, w którym jej gość miał zapukać. Zamiast tego cofnął rękę i przegarnął włosy.

- Hej - rzucił, mrużąc lekko swe brązowe oczy.

- Hej Scott. Myślałam, że już nie przyjedziesz - wyszeptała konspiracyjnie, łapiąc jego dłoń i wciągając chłopaka do środka. Uśmiechnął się pod nosem.

- No co? - zapytała, zastanawiając się, co go tak rozśmieszyło.

- Nic. - Dalej zagadkowo się uśmiechał. Weszli po schodach na górę, a kiedy brunetka zamknęła za nimi drzwi, chłopak zdradził powód swojego rozbawienia, siadając na łóżku i zdejmując z siebie kurtkę.

- Twoja mama myśli, że bylibyśmy świetną parą i zastanawia się właśnie czy na wszelki wypadek nie zajrzeć do twojej sypialni.

Cambria uderzyła go w ramię. - Wyłaź z jej głowy! Zresztą to byłaby jakaś katastrofa, ona nie wie, co myśli.

- Przepraszam, zapomniałem, że mózg twojej mamy chroni klauzula poufności - zażartował, posyłając dziewczynie swój standardowy łobuzerski uśmiech, po czym ułożył się wygodnie na kołdrze, podpierając ręką głowę. Wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalniczkę, ale dziewczyna zabrała mu je z rąk. - Miałeś nie palić u mnie w domu. Wiesz, że nie znoszę tego smrodu. - Zrobiła kwaśną minę.

- Za bardzo narzekasz. Kiedy palę, lepiej mi się myśli. - Posłał jej spojrzenie obrażonego chłopca. - No to o czym chciałaś pogadać? - zapytał po chwili zupełnie już poważnym tonem.
Cambria nieświadomie przygryzła dolną wargę i zajęła miejsce na łóżku obok Palmera. Westchnęła głęboko i, nie patrząc na chłopaka, zdała mu relację z wydarzeń minionego dnia. Kilka razy przerywała, by po chwili kontynuować. Pominęła jedynie fakt, że Collins działał na nią jak magnes. Scott słuchał dokładnie, starając się nie podsłuchiwać myśli dziewczyny, chciał pozwolić jej opowiedzieć mu własną wersję zdarzeń. Z każdym kolejnym słowem stawał się coraz bardziej niespokojny, ale próbował nie dać tego po sobie poznać.

- Może przesadziłam, uciekając ze szkoły, ale przy nim odczuwam dziwny niepokój... - Westchnęła. - Myślę, że on też ma jakąś zdolność - dokończyła swoją przemowę.

Scott usiadł na łóżku, teraz ich twarze znajdowały się dokładnie naprzeciw siebie na tej samej wysokości. - Bardzo możliwe. Nie słyszę jego myśli - wyznał. - Wiesz jakie to denerwujące kiedy ktoś potrafi zamknąć się na mój dar? - Wpatrywał się w zieleń jej oczu.

Cambria tylko kiwnęła głową, czując się trochę nieswojo pod bacznym spojrzeniem Palmera. Zapanowała niezręczna cisza, przerywana jedynie ich miarowymi oddechami i dźwiękiem wiejącego wiatru.

Scott oderwał wzrok od oczu dziewczyny i odchrząknął. - Zaraz po szkole pojechałem do Hillsboro. Liczyłem, że ten znajomy Jeremy'ego - Ryan i jego kumple będą potrafili nam pomóc w związku z tymi porwaniami i w ogóle.

Zielonooka ponagliła ruchem ręki, by kontynuował. - Nie chcieli ze mną gadać, ale znasz moją moc przekonywania. - Uśmiechnął się szelmowsko. - Skłoniłem Ryana, żeby podzielił się ze mną swoją wiedzą.

Cambria przysunęła się bliżej jego ciała. - Mów - szepnęła głosem, w którym wyczuwalne było zaciekawienie.

- Wiesz, że interesują się światem paranormalnym? Duchy i te sprawy... - Zerknął w jej kierunku, sprawdzając czy za nim nadąża. - Jakiś czas temu dotarli do przepowiedni o pokoleniu osób obdarzonych pewnymi zdolnościami.

- Jak ja i ty? - przerwała.

- W pewnym sensie. W ciągu roku są cztery wyjątkowe dni, równonoc wiosenna, jesienna oraz przesilenie letnie i zimowe. Każdego z tych dni, w roku naszych urodzin, przyszła na świat jedna specjalna osoba. Kojarzysz to z czymś? - zapytał.

Cambria spojrzała na niego, rozwierając szeroko oczy. - Urodziłam się w przesilenie zimowe- szepnęła.

- No właśnie, a ja w równonoc wiosenną. Czyli chyba mamy już dwójkę, pozostaje przesilenie letnie i równonoc jesienna. Skoro my dziwnym trafem zostaliśmy sprowadzeni do Winchester, myślisz, że gdzie są pozostali? Nie wiem dlaczego padło akurat na to miejsce, ale to teraz nie ma znaczenia. - Przegarnął ręką swoje włosy. - Ci z Hillsboro na szczęście nie mają o nas pojęcia, myślą, że cała ta historia jest zbyt naciągana, ale połączyli to z porwaniami i jakąś prastarą organizacją. Ich teoria częściowo pokrywa się z opowieściami Nathaniela. - Chłopak zniżył głos do najcichszego szeptu. - Ktoś zbiera moc, by podczas przesilenia letniego zrobić coś potwornego, a pomóc ma mu w tym jedno z naszej czwórki. Nie mam pojęcia, jaką rolę odgrywa w tym wszystkim Josh i dlaczego Nathaniel tak nas nim straszy. Jednak uważam, że powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce i odkryć wyjaśnienia. Jeremy na pewno przeprowadzi małe śledztwo, a my musimy tylko znaleźć pozostałych. - Spojrzał w oczy dziewczyny, szukając w nich poparcia dla swojego pomysłu. - Mam pewne podejrzenia - dodał.

- Myślisz, że Collins...?

Scott skinął głową. - Ale jest tylko jeden sposób żeby się o tym przekonać.

Cambria patrzyła na niego nie mając pojęcia, o co może mu chodzić, więc postanowił to wszystko wyjaśnić. - Musimy włamać się do sekretariatu szkoły i poznać datę jego urodzenia, albo po prostu go o to zapytać.

- Może lepiej z nim porozmawiaj? - rzuciła, mrużąc nieznacznie oczy.

- A dlaczego ty tego nie zrobisz? - zapytał prowokująco. - Myślę, że przy tobie byłby bardziej rozmowny. - Widząc, że dziewczyna cały czas wpatrywała się w swoje dłonie, dodał. - Przecież nie wygląda na jakiegoś psychola, który nocami biega z nożem po ulicach w poszukiwaniu dziewic, więc nic ci nie zrobi. Chyba przesadzasz z tą całą akcją unikania nowego zupełnie bez powodu. - Zaśmiał się.

Cambria zerknęła na niego gniewnie. - Gratuluję spaczonego poczucia humoru - wycedziła przez zęby, w głębi duszy przyznając mu rację - zachowała się jak kretynka.

- Nie wkurzaj się, Cam. Próbowałem tylko rozluźnić atmosferę. - Pogłaskał ją delikatnie po ramieniu. Kiwnęła głową, ale dalej na niego nie patrzyła. Scott spojrzał na nią nieodgadnionym wzrokiem.

- Chyba powinieneś już pójść, robi się późno - zwróciła uwagę brunetowi, zaplatając ręce na piersiach.

- No, pewnie masz rację, obiecałem ojcu pomóc naprawić auto. - Scott wstał, zarzucił na ramiona swoją skórzaną kurtkę, już miał odejść, jednak podszedł do dziewczyny, pochylił się nad nią i złożył pocałunek na jej policzku. Spojrzała na niego lekko zdziwiona, a on nie odsunął się jak powinien, tylko pozostał milimetry od jej twarzy. Tknięty impulsem musnął wargami jej usta, powodując, że dziewczyna lekko je rozchyliła. Przybliżył się jeszcze bardziej, ich oddechy mieszały się z sobą w dzikim tańcu.

Scott słyszał bicie własnego serca i odczuwał lekkie zdenerwowanie, jak nigdy wcześniej. Z lekkim wahaniem złączył ich usta do pocałunku. Początkowo zszokowana dziewczyna, po kilku chwilach pozwoliła, by emocje bruneta nią zawładnęły i zaczęła odwzajemniać pieszczotę. Wplotła palce w miękkie włosy chłopaka, przyciągając go bliżej swojego ciała. Poddała się zupełnie temu, co czuł ciemnowłosy, zapominając o otaczającej ich rzeczywistości i swoich zahamowaniach. 
 
Palmer usiadł, okręcając ich tak, że Cambria znalazła się na jego kolanach. Pocałunek stał się odważniejszy, zniknęła towarzysząca mu na początku nieśmiałość. Kiedy Scott zaplątał rękę we włosy brunetki i ułożył ją na łóżku, przygniatając swoim ciężarem, w głowie mignął jej obraz twarzy Collinsa. To sprowadziło ją na ziemię. Odepchnęła nastolatka, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej i przerywając ten moment.

- Nie powinniśmy tego robić, przecież jesteśmy przyjaciółmi - szepnęła, siadając na łóżku i poprawiając swoją wymiętą bluzkę. W tym momencie chłopak poczuł kujący ból odrzucenia, ale próbował to zamaskować.

- Wybacz, po prostu musiałem coś sprawdzić. Zapomnijmy o tym - wyrzucił na jednym wydechu, szybko stając na podłodze. - To ja się zbieram, zaraz mam randkę. - Po kilkunastu sekundach zapalał już silnik swojego motoru i odjechał, nie dając Cambrii szansy na dojście do słowa.
***

Nieznacznie popchnął drzwi, starając się nie narobić hałasu. Jego plany spełzły jednak na niczym, gdyż nienaoliwione zawiasy dały o sobie znać, skrzypiąc w najmniej odpowiednim momencie. Z korytarza do nozdrzy chłopaka doleciał wywołujący nieprzyjemne odczucia zapach farby olejnej.

Josh wszedł po cichu do domu, pozostawiając za sobą uchylone drzwi. Przez myśl przemknęło mu, by zapytać czy ktoś jest w środku, ale czuł się jak sparaliżowany, nie mógł wydobyć z siebie nawet najmniejszego dźwięku.

Nadludzkim wysiłkiem zmusił swoje nogi do ruchu. Stawiał kroki automatycznie, rozglądając się jednocześnie na boki. Kiedy znalazł się w salonie, zauważył, że nic nie stało na swoim miejscu, a ściany pokrywały plamy czerwonej farby, wśród których dało się odczytać napis: 'Wkrótce się zacznie, więc otwórz oczy'.

Chłopak był pewien, że autor tych zniszczeń nadal przebywał w budynku. Złapał więc leżący przy kominku pogrzebacz i wtargnął do kuchni, która wyglądała jak poprzedniego dnia. Łazienka, pokój jego matki i reszta pomieszczeń na parterze również nie wzbudzały podejrzeń. Wszedł po schodach na górę, drzwi do jego sypialni były otwarte na oścież, więc zajrzał do środka. Zimny wiatr zaatakował go z niemałą siłą. Białe firanki falowały, zwracając uwagę na otwarte okno.

Zawartość szuflad znajdowała się na podłodze, a taflę lustra pokrywał czarny pentagram wrysowany w biały okrąg. Josh dotknął palcem linii wyrysowanych na szkle, mając wrażenie jakby pomiędzy jego skórą, a zwierciadłem przeskakiwały niewidzialne iskry. Kreski zaczęły się rozmazywać, nabierając wyraźnych kolorów i kształtów. Na pierwszy plan wysunęła się ciemna zieleń, przybierająca postać drzew, na których po chwili pojawił się śnieg. 
 
- Co do... - blondyn szepnął sam do siebie, upuszczając z brzękiem na ziemię stalowy pręt i zbliżając twarz do lustra. - Co to jest, do jasnej cholery?

Pośród drzew wiła się ścieżka prowadząca do drewnianego domku. Wiał wiatr, poruszając gałęziami sosen. Do uszu Collinsa doszedł głośny trzask. Chłopak z trudem zatrzymał napływające ze zwierciadła do jego umysłu obrazy i zbiegł po schodach na dół. Zastał tam swoją matkę. Przemieszczała się po salonie i, zakrywając dłonią usta, oglądała szkody. Gdy usłyszała kroki, zerknęła na Josha.

- Synu, co tu się stało? Wyjaśnij mi to natychmiast - rozkazała.

- Nie wiem, dopiero wróciłem i sprawdzałem właśnie czy reszta domu też tak wygląda. - Rozłożył ręce, a jego głos lekko zadrżał.

- Czyli ktoś wtargnął tu od razu po naszym przyjeździe, zupełnie bez powodu i namazał na ścianach jakieś słowa w obcym języku, który może nawet nie istnieje? Proszę cię. - Usiadła z westchnieniem na kanapie i w niedowierzaniu pokręciła głową.

- Myślisz, że to ja?! Po co miałbym to robić?! - wrzasnął chłopak, wlepiając wzrok w napisy na ścianach, które jeszcze przed paroma chwilami układały się w wyraźne zdanie. Nie rozumiał tego, co zaszło. Czy wcześniej miał jakieś omamy? Spojrzał na znaki drugi raz, nadal były czerwone i duże, zupełnie jak przedtem, jednak teraz nie potrafił odczytać treści, jaką ze sobą niosły.

- Estene'o arbitar, en m'gene ardo1 - przeczytał na głos, zastanawiając się, czy już oszalał, czy stanie się tak dopiero za chwilę. Poczuł jak pokój wiruje przed jego oczyma, ale matka wyrwała go z szoku.

- A co mam sądzić? W Londynie dopuszczałeś się o wiele gorszych rzeczy. Wiem, że przyjazd do Winchester nie był spełnieniem twoich marzeń. - Podeszła do niego i spojrzała mu w oczy. - Musisz się z tym pogodzić, nie wrócimy do Anglii i nic tego nie zmieni. Podjęłam już decyzję.

Odwróciła się i zaczęła wchodzić po schodach, jednak zatrzymała się w połowie drogi, a po chwili milczenia, dodała chłodnym głosem: - W sobotę na kolację przyjdzie mój znajomy z pracy ze swoim synem, mam nadzieję, że do tego czasu wszystko zniknie.

Josh opadł ciężko na fotel i oparł głowę na dłoniach. Nie spodziewał się, że jego własna matka mu nie uwierzy i zrzuci całą winę właśnie na niego.


1tłumaczenie: 'Wkrótce się zacznie, więc otwórz oczy'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...